Felieton

Naród podzielony jak Kongres

March_for_Our_Lives_24_March_2018_in_Reno,_Nevada

Demokraci przejęli Izbę Reprezentantów, Republikanie utrzymali Senat. Prezydent Trump, niezwykle aktywny podczas tej kampanii, zademonstrował, że podsycanie konfliktu jest jego podstawowa strategią.

Obawiam się, że ostatnie dwa lata sporów pod rządami Trumpa to było dopiero intro. Wygrana Demokratów i początek ich połowicznej kontroli nad Kongresem rozpoczyna okres zaciętej walki między dwiema amerykańskimi partiami. Prezydent Trump, niezwykle aktywny podczas tej kampanii, zademonstrował, że podsycanie konfliktu jest jego podstawowa strategią. „Nigdy się nie poddamy” – krzyczał, zagrzewając tłum do walki w ten weekend w Pensacola na Florydzie, gdzie czarnoskóry Andrew Gillum właśnie przegrał gubernatorski wyścig z popieranym przez Trumpa populistą Ronem DeSantis.

Po niespodziance wyborów prezydenckich 2016 roku spodziewaliśmy się zaskakujących wyników. Wszystko wydawało się możliwe, a media po prostu bały się spekulować. Tymczasem sprawy przybrały obrót zgodny z przewidywaniami analityków i ankiet. Demokraci uzyskali 27 miejsc w Izbie Reprezentantów – potrzebowali 23, żeby przejąć kontrolę. Republikanie umocnili się w Senacie, dodając dwóch senatorów do swojej większości. Należy podkreślić, ze wybory do Senatu były częściowe, rozgrywano zaledwie 35 miejsc – podczas gdy cała Izba Reprezentantów była do potencjalnej wymiany, aż 435 miejsca.

Amerykanie potraktowali te wybory bardzo poważnie. Frekwencja była jak przy wyborach prezydenckich i wyborcy obu partii byli mocno zmobilizowani. Najważniejszą kwestią dla Republikanów była imigracja i widmo zbliżającej się imigranckiej „karawany” z Ameryki Południowej, której Trump od paru tygodniu używał jako straszaka. Dla Demokratów ważna była przede wszystkim opieka zdrowotna, której starają się bronić przed Republikanami (owszem, wciąż mówimy o Obamacare), no i oczywiście sam Trump. Śródwybory to zawsze nieoficjalne referendum oceniające pracę prezydenta.

W rezultacie amerykański Senat będzie jeszcze mocniej zdominowany przez starszych białych mężczyzn, podczas gdy Izba Reprezentantów nigdy nie była młodsza, bardziej kolorowa i pełna kobiet. Dwie nowe reprezentantki, w tym charyzmatyczna Alexandria Ocasio-Cortez są przed trzydziestką. Mamy też pierwszą kobietę w hidżabie, Ilhan Omar z Minnesoty, i pierwszego otwarcie homoseksualnego gubernatora, Jareda Polisa z Kolorado. Przewodzić im będzie weteranka Nancy Pelosi, która przewodzi Partii Demokratycznej w Izbie od szesnastu lat.

Alexandria Ocasio-Cortez wzięła Amerykę szturmem

Dominacja Demokratów w Izbie Reprezentantów oznacza zmiany w wielu komitetach, czyli potencjalnie nowe ustawy. Jeśli Demokraci i Republikanie znajdą wspólny język, w co wątpię, moglibyśmy potencjalnie zobaczyć dawno obiecaną reformę infrastruktury lub regulacje obniżające ceny leków w USA. Prezydent Trump wyraził nawet swoje poparcie dla Pelosi i oświadczył, że jeżeli Demokraci nie będą się go czepiać i popychać do przodu śledztwa specjalnego prokuratora Muellera, będzie współpraca, nowe mosty i drogi.

Jeśli chodzi o Senat, największym rozczarowaniem jest Teksas. Tutaj starli się jedna z najbardziej rozpoznawalnych republikańskich twarzy, Ted Cruz, oraz „wschodząca gwiazda” stanu Beto O’Rourke. Wygrana Cruza pokazuje, że Teksas jest wciąż mocno konserwatywny, mimo że ma coraz wyraźniejsze „purpurowe” tendencje. Cruz wygrał tylko dlatego, że jest Republikaninem. Jak zasugerował niegdyś jego partyjny kolega Lindsay Graham, gdyby ktoś zastrzelił Teda Cruza na schodach Kongresu, nikt nie miałby z tym problemu. Z kolei progresywny Beto naprawdę zelektryzował wielu i był mocnym kandydatem.

Republikański Senat oznacza kolejne dwa lata mianowania konserwatywnych sędziów w Ameryce, to ważne. W razie śmierci któregoś z sędziów Sądu Najwyższego, Trump będzie miał też okazję wyznaczyć swojego trzeciego (odpukać) sędziego.

Wybory dotyczyły też kilku foteli gubernatorskich. Tu Demokraci najbardziej chyba kibicowali Stacey Abrams, która przegrała z Brianem Kempem. Bezpośrednio przed wyborami Kemp zasłynął z prób ograniczania dostępu do urn czarnym wyborcom poprzez wyrejestrowanie części z nich. Jak już wspomniałam, Andrew Gillum nie udało się zostać pierwszym czarnym gubernatorem Florydy. Natomiast niemalże w tym samym czasie stan podjął decyzję o przywrócenia praw wyborczych ponad milionowi skazanych za przestępstwa, często drobne. Floryda aż do teraz miała najbardziej restrykcyjne reguły, jeśli chodzi o przywilej wyborczy, nawet drobne przestępstwa oznaczały dożywotnią utratę możliwości głosowania. Nowi wyborcy nie załapali się na te wybory, ale ich głos zabrzmi mocno w wyborach prezydenckich 2020. To naprawdę fantastyczna wiadomość dla amerykańskiej demokracji.

Inne pozytywne wieści. W Kansas niespodziewanie wygrała Demokratka Laura Kelly, wykopując innego manipulatora przy rejestracjach wyborczych, Krisa Kobacha. Pytanie, co zrobi ze sobą Kobach – moim zdaniem pojedzie do Waszyngtonu, gdzie Trump znajdzie mu jakąś ciepłą posadkę. Pozbyliśmy się też Republikanina Scotta Walkera z Wisconsin; zastąpi go lokalny edukator Tony Evers.

Jak fałszuje się wybory w USA

Wysiudano tzw. umiarkowanych demokratów ze stanów-huśtawek. Pozbyto się Heidi Heitkamp z Północnej Dakoty, która odmówiła poparcia kontrowersyjnemu sędziemu Kavanaugh; poleciała również Claire McCaskill z Missouri – z tego samego powodu.

„Przecież masz córkę”. „Mam również syna”

Reasumując, demokraci niewątpliwie odnieśli spore zwycięstwo, lecz z drugiej strony po raz kolejny – to smutne – Ameryka pokazała swoją niegotowość na bardziej progresywną agendę. Mimo ogromnej mobilizacji, nie udało się naprawdę osłabić Trumpa. Bez Senatu nie ma też mowy o impeachmencie. Obawiam się, że oznacza to, że Demokraci będą grać bardzo bezpiecznie w wyborach prezydenckich 2020 i będziemy widzieć więcej kandydatów centrowych. Republikanie też się nie poddają i w rezultacie obie partie ogłosiły zwycięstwo. Wreszcie – umacnia się rozróżnienie geograficzne między Ameryką miast, wsi i przedmieść. Miasta, wiadomo, są demokratyczne. Republikanie i Senat bazują na terenach wiejskich, lecz przedmieścia miast takich jak Filadelfia czy Detroit, niegdyś wyraźnie republikańskie, coraz częściej opowiadają się po stronie Demokratów.

Ciekawostka – dzień po wyborach na życzenie Trumpa podał się do dymisji Jeff Sessions. Trump od dawna miał ochotę zwolnić swojego prokuratora generalnego i w końcu to zrobił. zastąpi go, przynajmniej na razie kolejny lojalista, Matthew Whitaker. Ameryka niewiele o nim wie, i o to chodzi – ma być i będzie chodzącą „wolą” prezydenta.

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.