Felieton

„Przecież masz córkę”. „Mam również syna”

Kavanaugh, feminizm i co z tym wszystkim dalej.

#MeToo porwało nas jak fala, która podniosła się nagle, zszokowała wszystkich swoją siłą i zasadniczo przewala się do dziś. Oczywiście, widzimy tylko pieniący się grzbiet tej fali – pod spodem jest ciężka praca wielu ludzi trwająca wiele lat. Debata o molestowaniu seksualnym kobiet to coś więcej niż celebrycka przepychanka na Twitterze.

bell hooks o #metoo: Patriarchat nie ma płci

W innych rejonach tego samego uniwersum wzbierał inny żal. Żal białego mężczyzny, który dla amerykańskich facetów tracących pracę (z powodu „globalizacji”), poczucie godności (z powodu dowartościowania imigrantów, ciemnoskórych i innowierców) oraz monopol na opinie (na rzecz kobiet) kłębił się na długo zanim wybrali Trumpa na prezydenta.

Obydwie fale starły na przestrzeni ostatnich tygodni w wielkiej debacie, której śledzenie zjednoczyło Amerykę mocniej niż złota amerykańska wolność czy konstytucyjne dążenie do pełnej szczęśliwości.

Brett Kavanaugh, ubiegający się o dożywotnią pozycję sędziego Sądu Najwyższego został oskarżony o napaść seksualną, której dopuścił się 35 lat temu. Psycholożka Christine Blasey Ford uważała za swój obywatelski obowiązek opowiedzieć Ameryce o napaści seksualnej ze strony Kavanaugha w czasie, gdy oboje byli jeszcze nastolatkami. A wszystko to zostało wrzucone w głęboko stronniczą politykę Waszyngtonu, z Partią Demokratyczną zdeterminowaną, żeby nie dopuścić do wielu dekad przewagi konserwatystów w Sądzie Najwyższym, i Partią Republikańską próbującą wyciągnąć ile się da z moralnego kompromisu, jakim jest dla niej Trump.

Obje, Ford i Kavanaugh, zaznawali przed Senatem i przed Ameryką, która oglądała, płakała, dyskutowała i rwała glosy na głowie. Komu wierzyć? Kobiecie, która opowiada o tym, co spotkało ją ze strony mężczyzny mającego teraz wejść w skład Sądu Najwyższego, tego dziewięcioosobowego klubu najbardziej „sprawiedliwych”? A może należy wierzyć mężczyźnie, za którym stoi żona, wiele lat kariery i dyplom z prawa na uniwersytecie Yale, a który zaprzecza wszystkiemu?

W końcu Demokratom udało się wymusić tygodniowe śledztwo, które nic nie dało, którego wyników tak naprawdę nie znamy, bo protokół utajniono, i które skończyło się zaprzysiężeniem Kavanaugha na sędziego Sądu Najwyższego w kraju.

Jedno jest pewne, amerykańskie kobiety były poruszone szczerością zeznań Christine Blasey Ford i zdewastowane retoryką przywileju i werbalną agresywnością sędziego Kavanaugha. Feministki biją na alarm. Są zawiedzione tym, że kobietom nadal się nie wierzy. Zastanawiają się nad podważonym autorytetem Sądu Najwyższego, który jeszcze kilka dekad temu szczycił się swoją niepartyjnością. To właśnie martwi dziennikarkę Barbarę Ehrenreich. Choć inna ikona feminizmu, Gloria Steinem, pociesza nas na Instagramie, że mogło być jeszcze gorzej (znaczy się powinnaś się cieszyć, że nie jesteś jego żoną).

#Metoo i inne historie

W środę, 10 października, The Daily, codzienny podcast The New York Times’a wyemitował nagrania z dwóch kobiecych dyskusji na temat Kavanaugha. Pierwsze nagranie było z Brooklynu a rozmówczyniami były nastolatki. Mówiły o powszechności swoich doświadczeń z przemocą seksualną i obawach, że fakt, iż można molestować seksualnie i nadal zostać sędzią Sądu Najwyższego, to fatalny przykład dla mężczyzn.

Druga dyskusja toczyła się w Missisipi, gdzie niedawno odbył się jeden z wieców Trumpa, na którym prezydent lekceważąco przedrzeźniał Christine Blasey Ford, zarzucając jej, że pamięta ile wypiła (jedno piwo), ale nie pamięta, jak tego wieczora wróciła do domu.

W Missisipi nastroje były zupełnie inne; kobiety były starsze i pracowały jako kelnerki w lokalnej restauracji. Część z nich uważała się za Demokratki, ale przeważały Republikanki. Dla tych ostatnich Blasey Ford nie była w swoich zeznaniach wiarygodna. Fakt, prezydent nie powinien jej przedrzeźniać, ale było to zabawne i… w sumie powiedział prawdę. Blasey Ford może zna się na psychologii i skończyła studia, ale wygląda jakby brakowało jej „zdrowego rozsądku”. I nie znaczy to, że kobiety nie spotykają się z przemocą seksualną, ale żeby taka trauma po 35 latach? To chyba przesada. Kobiety są silniejsze i bez sensu stawiać się ciągle w pozycji ofiary.

– Oboje brzmieli niewiarygodnie – zawyrokował jeden z moich znajomych, tzw. wyborca niezależny.

– Oboje brzmieli wiarygodnie – stwierdził inny znajomy, amerykański dyplomata.

– A co na to twoja żona? – drążę.

– Wierzy jej, oczywiście.

– A ty jej nie wierzysz? Przecież masz córkę.

– Owszem – poważne, zatroskane spojrzenie. – Mam również syna.

A jak przekłada się to na politykę? Demokraci ubolewają nad decyzją umiarkowanej republikańskiej Susan Collins, która – ich zdaniem – mogła zatrzymać Kavanaugha, ale się na to nie zdobyła. W tym samym czasie republikanie drą koty z senator Heidi Heitkamp z Północnej Dakoty, która wbrew partii zagłosowała przeciw kontrowersyjnemu sędziemu.

Z seksistowską świnią się nie napijesz?

Kolejna ciekawa informacja: parę dni temu dowiedzieliśmy się, że Nikki Haley, charyzmatyczna ambasadorka Trumpa przy ONZ, wycofuje się (na razie) z polityki. Wielu w Waszyngtonie twierdzi, że to jej osobista odpowiedź na Kavanaugha. Choć inni utrzymują, że po prostu jako mądry szczur dyskretnie opuszcza łajbę na miesiąc przed zatonięciem.

Za miesiąc wybory parlamentarne. Demokratyczny elektorat jest w stanie sporej gotowości, lecz podobno sprawa Kavanaugha zenergetyzowała także republikanów. Mówi się nawet o backlashu do ruchu #MeToo – że niby mężczyźni nie mieli wcześniej odwagi krytykować, a teraz zaczynają otwarcie mówić, co myślą. A lwia część z nich myśli, że wiele kobiet oskarża mężczyzn o rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Niewinny, dopóki nie udowodni mu się winy, jak głosi amerykańskie prawo.

Niestety, winny czy niewinny – faktem jest, że Kavanaugh będzie siedział w Sądzie Najwyższym USA przez najbliższe 30 lat. Minimum.

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.