Tomasz Piątek

Czy „Wyborcza” zbojkotuje Balcerowicza?

Ten dzień, proszę państwa, ten dzień. Mamy koniec świata. Nie obiecujcie sobie za wiele po końcu świata, powiedział Lec i miał rację. Tak kończy się ten świat, nie hukiem, lecz skomleniem, powiedział Eliot i miał rację. Spotykam się z przyjacielem. Zabiera dziecko z państwowej szkoły do prywatnej. Rozumiem, mówię, przechowalnia, złamani przez życie nauczyciele, którzy niczego nie uczą, agresywni koledzy. To pół biedy, odpowiada przyjaciel, przede wszystkim zimno. W ramach koniecznych reform i niezbędnych oszczędności, szkole obcięto fundusze na ogrzewanie. Ja pieprzę, myślę sobie, nasz świat zaczyna ewoluować w stronę Dickensa.

Podobnie było w więzieniu, do którego wsadzono mojego sąsiada z Łodzi. To cała opowieść: sąsiad, biedny człowiek, alkoholik, po pijanemu rozebrał automat telefoniczny, żeby odzyskać złotówkę, którą aparat mu połknął. Dostał trzy lata więzienia. Dla porównania: inny alkoholik, który szalał po pijanemu swoją toyotą na Wisłostradzie i w końcu wjechał w słup, dostał osiem miesięcy prac społecznych po 20 godzin miesięcznie. No, ale ten alkoholik nie jest biednym człowiekiem, jest biskupem. I znowu dla porównania: trzy lata i cztery miesiące. Co to jest? Średnia kara za gwałt ze szczególnym okrucieństwem w Polsce. Jak rozumiem, dla statystycznego polskiego sędziego wartość kobiety przekracza wartość starego aparatu telefonicznego na złotówki – przekracza o te cztery miesiące właśnie.

Ale do rzeczy. Odwiedziłem sąsiada w więzieniu i przy okazji musiałem porozmawiać z więziennym psychologiem. Pierwsze pytanie brzmiało: czy będzie pan osadzonego dożywiał? Bo więzienny wikt jest mocno zredukowany i osadzeni muszą coraz bardziej liczyć na pomoc z zewnątrz. Proszę państwa, to już nie Dickens, to średniowiecze.

Najwyraźniej pewien świat naprawdę się skończył. Nie hukiem, nie wyciem, lecz skomleniem. W dniu końca świata „Wyborcza” zajmuje się tak zwaną chytrą babą z Radomia, wprowadzeniem euro (debata jest gorąca, ale jakoś nikt nie mówi o tym, że w krajach, które wprowadziły euro, wszystko drastycznie podrożało) oraz Lechem Wałęsą, którego znowu trzeba bronić przed lustracją. A tymczasem „Gazeta” powinna się zająć innym swoim idolem.

Tu pozwolę sobie na małą dygresję politologiczną, ot tak, dla zwiększenia napięcia. Proszę państwa, neoliberalizm wiąże się z faszyzmem na wiele sposobów. Na przykład na sposób taktyczny: PO toleruje tak zwany „ruch narodowy”, bo w ten sposób napędza strachu swoim lemingom, które przerażone prawicową ekstremą jeszcze chętniej zagłosują na „partię normalności”. A przy okazji „narodowcy” mogą odebrać paru wyznawców Kaczyńskiemu… Inny rodzaj związku między skrajnym liberalizmem a faszyzmem to związek przyczynowo-skutkowy. Doświadczenia dwudziestowieczne (które zaraz mogą się powtórzyć) uczą nas, że gdy wspólnota zostaje naruszona, solidarność obalona, a wartości lewicowe podeptane, wtedy osamotnieni i przerażeni ludzie szukają wspólnoty na oślep, wybierając jej najbardziej emocjonalny i dziecinny wariant: wspólnotę z Wodzem-Ojcem, z Narodem-Rodziną, z „naszymi”. Ale jest też między skrajnym liberalizmem a faszyzmem więź głębsza, więź ideologiczna – czyli darwinizm społeczny. Słabsi i gorsi muszą wyginąć, mówi zarówno skrajny liberał, jak i faszysta, tyle że temu pierwszemu chodzi raczej o śmierć głodową, a temu drugiemu o gazową. No i pani Thatcher chce, żeby nawzajem wykańczały się jednostki, a faszysta chce, żeby robiły to hordy. Ale skoro eliminacja słabszych jednostek wewnątrz hordy wzmacnia hordę, to w sumie neoliberał z faszystą łatwo może się dogadać. Wtedy powstaje Korwin-Mikke.

Och – powiedzą państwo – och, ale przecież Korwin to absolutny margines liberalizmu, którego szacowny liberalny establishment stara się unikać. A kuku, proszę państwa. Czytajcie „Puls Biznesu” (powtarzam to od dawna: zawsze znajdzie się coś ciekawego). Przeczytałem tam, że profesor Leszek Balcerowicz wydał książkę Odkrywanie wolności. Przeciw zniewoleniu umysłów, czyli wybór tekstów ulubionych autorów Naszego Wielkiego Ekonomisty. „Wolność na 1027 stronach” – takim hasłem „Puls Biznesu” reklamuje uczoną księgę, która zaczyna się od słów: „Wolność jest jak zdrowie”. Niestety, chyba jednak nie do końca zdrowa jest ta Balcerowiczowska wolność, skoro jednym z autorów, których Balcerowicz w swojej książce nam serwuje, jest właśnie Janusz Korwin-Mikke. Przypomnę, zwolennik dyskryminacji niepełnosprawnych, zwolennik bicia kobiet i Żydów, zwolennik odbudowy gett w Polsce. Zgodnie z tą wizją Żydzi wychodzący z getta mieliby być od czasu do czasu „zdzieleni kijem przez plecy”.

No proszę, droga „Gazeto”. Od lat walczysz z antysemityzmem. I od lat wielbisz Balcerowicza. A on ci taki numer wykręca. Bo chyba jesteśmy zgodni, droga „Gazeto”, że ktoś taki jak Korwin-Mikke, ze swoimi średniowiecznymi, antykobiecymi i antysemickimi poglądami, nie powinien być zapraszany do poważnej debaty, a już na pewno nie powinien być zachwalany. Tym bardziej nie teraz, kiedy antysemityzm, przechrzczony na „judeosceptycyzm”, próbuje wrócić na salony. I co ty na to, „Gazeto”? Czy potępisz swojego idola? Czy go zbojkotujesz?

Nic z tych rzeczy. Jak podaje sam rozradowany Korwin, Balcerowicz specjalnie przyszedł do redakcji „Wyborczej”, aby zaprezentować jej swoje dzieło i wyjaśnić wszystkie wątpliwości. Jarosław Kurski wyraził wprawdzie pewne zdziwienie obecnością tekstu Korwina w książce, ale Balcerowicz ugłaskał go paroma gładkimi słówkami. Przy okazji nasz Wielki Ekonomista powiedział coś, co mnie mocno zmieszało. Cytuję: „Prof. Balcerowicz ujawnił również, że książka została dofinansowana przez p. Arkadiusza Musia, producenta szyb zespolonych i jednego z najbogatszych Polaków. – Pan Muś jeszcze w 1990 r. był prokuratorem, a potem skusiła go wolność gospodarcza i stał się wybitnym przedsiębiorcą, producentem szkła budowlanego. Jest przykładem na to, jak działa społeczeństwo obywatelskie – podkreślił ekonomista”. Aha. Jak rozumiem, społeczeństwo obywatelskie polega na tym, że prokuratorzy stają się milionerami. Kiedy wszyscy prokuratorzy staną się milionerami, wtedy osiągniemy idealne społeczeństwo obywatelskie. Takie, w którym są milionerzy, ale nie ma już prokuratorów. Czy to jest ideał Balcerowicza? Bo „Masy” i „Kiełbasy” na pewno.

Czekam na odpowiedź, droga „Gazeto”. A ponieważ nie bardzo wierzę w to, że zechcesz nawiązać ze mną rozmowę – wracam do rozmowy z moim przyjacielem. No więc gadamy sobie o różnych rzeczach, między innymi o potwornym stanie zrujnowanej Łodzi. Mówię przyjacielowi, że władze łódzkie zajmują się głównie produkowaniem kosmicznych deklaracji. Kiedy rządził Kropiwnicki, ogłoszono, że Łódź jest miastem świętej Faustyny. Teraz, kiedy rządzi PO, ogłasza się, że Łódź jest najszybciej rozwijającą się metropolią w Europie. Prawda zapewne leży pośrodku, mówi przyjaciel: Łódź jest najszybciej rozwijającym się miastem świętej Faustyny w Europie.

Potem zaczęliśmy się bawić w wymyślanie nowych pojęć, adekwatnych do obecnej sytuacji politycznej. Na przykład leningi. Co to są leningi? To lemingi zastraszane Leninem. Powiedziałem przyjacielowi, że judeosceptycyzm wyznawany przez panów Zawiszę, Winnickiego i Holochera to też bardzo ciekawe pojęcie, które generuje konieczność tworzenia kolejnych pojęć pochodnych. Na przykład, ludzie szerzący judeosceptycyzm propagują także słowo mikropogrom. Jak rozumiem, antysemityzm produkuje pogromy, a judeosceptycyzm tylko mikropogromy. Pewien człowiek zasugerował, żeby w takim razie mówić również: „mikroludobójstwo”.


www.tomaszpiatek.pl

Bio

Tomasz Piątek

| Pisarz, felietonista
Pisarz, felietonista. Ukończył lingwistykę na Universita’ degli Studi di Milano. Pracował w „Polityce”, RMF FM, „La Stampa”, Inforadiu, Radiostacji. Publikował w miesięczniku „Film” i w „Życiu Warszawy”. Autor wielu powieści. Nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukazała się jego książka "Antypapież" (2011) i "Podręcznik dla klasy pierwszej" (2011).

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.