Katarzyna Tubylewicz

Żeby para nie szła w gwizdek, czyli opłaty biblioteczne

Ludzie kultury pospierali o słowa Zygmunta Miłoszewskiego, co wszystkim odrobinę poprawiło humor. Na chwilę.

Zygmunt Miłoszewski wywołał spore poruszenie ostrymi słowami skierowanymi do urzędników państwowych obecnych na gali Paszportów „Polityki. Był aplauz ze strony środowiska (nareszcie ktoś powiedział prawdę!), były pojedyncze słowa krytyki, były wywiady, felietony i dyskusje na Facebooku. Ludzie kultury nagadali się i pospierali, co wszystkim odrobinę poprawiło humor. Na chwilę, rzecz jasna. Cała para zwyczajowo poszła w gwizdek, a tymczasem górnicy wywalczyli sobie kilka kompromisów oraz obietnic ze strony rządu. Odnoszę wrażenie, że mniej więcej tak to zawsze wygląda. Środowisko ludzi kultury co jakiś czas o coś się poburzy, ktoś powie, że chce więcej pieniędzy (choć na ogół nie doda bardziej szczegółowo, na co), ktoś tupnie, ktoś mruknie: „macie państwo tupet” i na tym się kończy. Politycy oraz urzędnicy państwowi doskonale o tym wiedzą. Brak konkretów owocuje brakiem poważnego traktowania.

Nie wszędzie tak to wygląda. Dużo do myślenia dało mi ostatnio spotkanie z Gunnarem Ardeliusem, przewodniczącym niesamowicie skutecznego Szwedzkiego Związku Pisarzy i Tłumaczy. O tym, co można było w Szwecji dla pisarzy i tłumaczy wywalczyć, Ardelius opowie już niedługo na kartach książki Szwecja czyta, którą wyda Wydawnictwo Krytyki Politycznej, a na razie pozwolę sobie na małe porównanie. Po wejściu na stronę internetową Szwedzkiego Związku Pisarzy i Tłumaczy można bardzo szybko znaleźć informacje na temat szeregu ważnych dla ludzi pióra konkretów: porady prawne, rekomendowane przez związek stawki za spotkania autorskie, rekomendowane przez związek stawki za artykuły, wzory umów z wydawnictwami, informacje o stypendiach, data demonstracji wyrażającej solidarność z ofiarami ataku na redakcję „Charlie Hebdo” itp. Po wejściu na stronę internetową Stowarzyszenia Pisarzy Polskich można sobie poczytać o licznych jego oddziałach, a także o organizowanych ostatnio biesiadach literackich.

Na stronie konkurencyjnego Związku Literatów Polskich to samo: promocja tomu poezji i koncert noworoczny. Zero informacji na temat czegokolwiek, co ma praktyczne znaczenie dla pisarzy.

Skoro wszystkim tak trudno zabrać się za konkrety, chciałabym zaproponować, żeby ludzie kultury, a zwłaszcza ludzie pióra, zaczęli na początek bardziej świadomie i zdecydowanie cisnąć wiadome ministerstwo w temacie dostosowanie polskiego prawa autorskiego do wymogów Unii Europejskiej, w szczególności w temacie wprowadzenia tzw. opłat bibliotecznych. Public Lending Right to kwestia więcej niż paląca, bo tycząca się go dyrektywa unijna pochodzi z roku 2006. PLR, czyli opłaty biblioteczne, świetnie funkcjonuje w większości krajów europejskich i nie tylko, bo także w USA i Kanadzie. Pierwszym krajem na świecie, który wprowadził opłatę biblioteczną, była Dania. W Szwecji opłata została wprowadzona w roku 1954. Nie jest uiszczana przez użytkowników bibliotek, tylko przez państwo, i stanowi oczywistą rekompensatę dla autorów za to, że ich książki nie tylko są sprzedawane w księgarniach, ale także wypożyczane za darmo w bibliotekach.

W Szwecji wygląda to w ten sposób, że opłata trafia do Szwedzkiego Funduszu Pisarzy. Jej wysokość podlega regularnym negocjacjom (które w imieniu pisarzy prowadzi z rządem Szwedzki Związek Pisarzy i Tłumaczy). Obecnie za wypożyczenie książki szwedzkiego autora do funduszu zostaje wpłacone 141 öre, a za wypożyczenie książki w przekładzie na szwedzki 70,5 öre (dla tłumacza). W roku 2014 dzięki istnieniu opłaty bibliotecznej do Funduszu Pisarzy trafiło 139,2 milionów koron (w przybliżeniu 64 miliony złotych). 53 miliony zostały wypłacone pisarzom i tłumaczom jako rekompensata finansowa za wypożyczanie ich dzieł. Pieniądze te zostały podzielone dość równo, na zasadzie solidarnościowej, co oznacza, że autor, którego książka została wypożyczona milion razy, nie zarobił znacząco więcej pieniędzy niż ten, którego książkę wypożyczyło tylko sto osób. Reszta pieniędzy trafiła do ludzi pióra w postaci różnego typu stypendiów: półrocznych, rocznych, kilkuletnich. O tym, kto owe stypendia dostanie, nie zadecydowali urzędnicy (jak to się dzieje w przypadku stypendiów przyznawanych przez MKiDN), tylko grupa robocza składająca się ze specjalistów, w tym pisarzy i tłumaczy.

Myślę, że nie muszę nikomu wyjaśniać, jak wiele dobrego na polskim rynku książki mogłoby zdziałać istnienie opłaty bibliotecznej, jak wielka byłaby to pomoc dla ludzi pióra.

Szkopuł w tym, że nikt nie domaga się na poważnie, żeby wreszcie dostosować polskie prawo autorskie do unijnego.

Od szwedzkich kolegów po piórze wiem też, że dziwnym trafem nikt z Polski nie pojawia się na spotkaniach European Writers’ Council, zwłaszcza na spotkaniach Lending Right Working Group. Może już czas to zmienić? Może nadeszła pora na to, żeby ludzie kultury przestali powtarzać, że państwo nie traktuje ich priorytetowo, i zaczęli się domagać wprowadzenia konkretnych, należnych im od lat praw, które mogą w znaczący sposób polepszyć ich sytuację? Może potrzeba do tego odrobinę mniej tupetu i odrobinę więcej dialogu oraz zorganizowania się?

Katarzyna Tubylewicz – pisarka, publicystka i tłumaczka z języka szwedzkiego. W latach 2006–2012 była dyrektorką Instytutu Polskiego w Sztokholmie. Autorka powieści „Własne miejsca” i „Rówieśniczki”. Prowadzi zajęcia na temat kultury polskiej na Uniwersytecie Sztokholmskim i na Folkuniversitetet w Sztokholmie Nauczycielka jogi. Strona internetowa: www.katarzynatubylewicz.pl

Bio

Katarzyna Tubylewicz

| Pisarka, publicystka
Pisarka, kulturoznawczyni i tłumaczka z języka szwedzkiego (przełożyła m.in. cztery powieści Majgull Axelsson i trylogię Jonasa Gardella o AIDS w Szwecji). Autorka powieści „Własne miejsca”, „Rówieśniczki” i „Ostatnia powieść Marcela”, współautorka głośnej antologii na temat czytelnictwa „Szwecja czyta. Polska czyta”. W 2017 roku ukazała się jej nowa książka „Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie”, zbiór rozmów i reportaży o współczesnej Szwecji i wyzwaniach stojących przed społeczeństwem wielokulturowym. W latach 2006–2012 była dyrektorką Instytutu Polskiego w Sztokholmie. Była też dyrektorką programową pierwszej edycji festiwalu Odnalezione w Tłumaczeniu, Gdańskie Spotkania Tłumaczy i prowadziła zajęcia na temat kultury polskiej na Uniwersytecie Sztokholmskim. Jako publicystka współpracuje z „Krytyką Polityczną" i „Gazetą Wyborczą”. Mieszka w Sztokholmie i w Warszawie. Od lat praktykuje jogę i jest jej nauczycielką. 

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.