Hanna Gill-Piątek

Kobiety, jesteście brudne

Co mówi nazwa akcji „Czyste drogi”? Prostytutki są brudne. My, kobiety, jesteśmy brudne, bo niektóre z nas są prostytutkami.

Śliczne dziewczyny, ubrane – delikatnie mówiąc – mało skromnie, tańczą odważnie w podświetlonych na czerwono oknach amsterdamskiej dzielnicy czerwonych latarni. Kibicuje im coraz większa grupa facetów, rozgrzanych ostrym show. „Każdego roku tysiącom kobiet obiecuje się karierę tancerki w Zachodniej Europie. Niestety większość z nich kończy tutaj” – taki komunikat na wielkim telebimie kończy niespodziewanie całe przedstawienie. Zdumiona męska publiczność, przed chwilą sekundująca dzielnie gnącym się apetycznym ciałom, odchodzi zmieszana. To brawurowa akcja zorganizowana przez organizacje walczące z handlem ludźmi.

W Polsce nie mamy takich dzielnic, choć w każdym mieście można znaleźć rejony cieszące się bardziej pikantną sławą. Nie wiem czemu często pokrywają się one terytorialnie z dużym natężeniem salonów sukien ślubnych. Być może przeciwieństwa się przyciągają i romantycznym marzeniom towarzyszy proza życia. 

W burdelach i przy drogach, tuż obok nas, pracują takie same dziewczyny, którym obiecano karierę tancerki. Jednocześnie Polska ciągle stanowi rezerwuar taniego kobiecego mięsa, które jest wywożone za naszą zachodnią granicę. Ktoś, kim się handluje dla zysku, jest w oczach pośredników tylko mięsem, nieposiadającym żadnych ludzkich cech i ludzkich potrzeb. 

To tylko część problemu, bo prostytucja jest światem bardzo złożonym i jest mnóstwo różnych powodów, dla których się ją uprawia. Współczesne niewolnictwo to jedno, ale wiele kobiet wypycha na ulice niewidzialna ręka wolnego rynku. Mówi się wtedy, że dobrowolnie trudnią się prostytucją lub korzystają z jej pokrewnych form, jak sponsoring czy popularny ostatnio wynajem mieszkania za świadczenie usług seksualnych. Ta „dobrowolność” to oczywiście żaden wolny wybór. Zapytajcie dziewczynki w jakimkolwiek gimnazjum, jakie są ich plany zawodowe. Ile z nich powie, że swoją przyszłość upatrują w lizaniu przypadkowych siusiaków?

Potem te dziewczyny dorastają i zderzają się z realiami życia. Niechciana ciąża, samotne macierzyństwo. Bo pobliska apteka była z sumieniem, bo w szkole nie było edukacji seksualnej. Brak perspektyw na normalną pracę w małym miasteczku, które dzięki strategii Michała Boniego i pomysłom na rozwój przez pogłębianie różnic, czeka na zbawienną dyfuzję kapitału, która jakoś latami nie może nadejść. Czasem ucieczka z przemocowej rodziny, bo prawo i media stoją murem po stronie maltretowanej Katarzyny Figury, ale już nie tak bardzo po stronie żon i córek katów z polskiej prowincji. Zwykle znajdzie się kolega lub kilku, którzy zorganizują pierwszych klientów w zamian za „ochronę”. I jakoś tak idzie.

Można się znieczulić, przyzwyczaić. Można przestać czuć, że coś tu nie jest ok. W końcu to tylko ludzkie mięso wchodzi w inne mięso. Potem będzie następne i następne. Ważne jest, że będzie za co kupić dziecku buty, nie wstydzić się biedy. Jeśli ktokolwiek miałby czelność tu wydawać sądy na temat moralności, powinien sam spróbować znaleźć się w takiej sytuacji. I moralnie wybierać.

Są jednak tacy, którzy oprócz alfonsów chcą dziś zbić kapitał na polskich prostytutkach. Ukręcić swój mały interesik, choćby medialny. „Czyste drogi” to kryptonim ogólnopolskiej akcji policyjnej, której szczytnym celem jest walka z tirówkami. Patrole stoją przy dziewczynach i zniechęcają potencjalnych klientów.

Teoretycznie, według deklaracji funkcjonariuszy, akcja wymierzona jest w sutenerstwo, haracze i zaśmiecanie lasów, bo prostytucja nie jest w Polsce zakazana. Nie jest też chroniona i opodatkowana, więc hulaj dusza, żadna z „pań” się w sądzie nie upomni na policjantów przejętych nagle ekologiczną misją. „Łapać prawdziwych bandytów nieco strach/A nuż, nie daj Boże, któryś zna swój fach/I będzie premia, premia, premia” – jak śpiewał stary dobry Vavamuffin. Gdyby policja naprawdę chciała uderzyć w alfonsów, nie nękałaby ich ofiar.

Aby drogi były „czyste”, trzeba je ładnie posprzątać. Oczyścić ze śmieci, czyli z pracujących przy nich dziewczyn. Co mówi nazwa akcji „Czyste drogi”? Prostytutki są brudne. My, kobiety, jesteśmy brudne, bo niektóre z nas są prostytutkami. A że nie z własnej chęci? Nic nie szkodzi. Do klienta i sutenera w łańcuchu zaszczucia dołącza policjant. Szkoda że jeszcze nie ksiądz. Jakoś tak znowu się składa, że po stronie opresji raczej mężczyźni, po stronie kobiet – nikogo.

Nie wiem, ile w Polsce jest dziewczyn, które świadomie wybrały ten zawód i walczą jak ich odpowiedniczki na zachodzie o bezpieczne warunki i ochronę przed alfonsami. Chyba mało, bo coś ich nie widać. Z okazji akcji „Czyste drogi” po raz pierwszy zobaczyłam wypowiedź polityczną polskich prostytutek w postaci transparentu zawieszonego w lesie. „Dziękujemy komendantowi policji za ochronę – ›Panie‹”. Wokół uczestniczki protestu powiesiły wibratory.

W środowiskach feministycznych toczą się od dawna spory, jak podchodzić do zjawiska prostytucji. Zdaje się, że nie ma jednej recepty, podobnie jak w kilku innych złożonych sprawach, na przykład w domowej pracy kobiet. Jeśli już problem prostytucji istnieje, osobiście wolę, żeby jego podmiot, czyli właśnie kobiety (głównie, bo przecież nie tylko) jakkolwiek się emancypował politycznie i wyrażał swoje żądania. Kto wie, co może zacząć się od transparentu, który z niechcianym przydrożnym śmieciom przywrócił na chwilę ludzką podmiotowość. 

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.